Plac wodny

Plac wodny, Wrzesień 2013 (autor: Piotr Loska)Wspomnienia z wakacji.                                                                                                                                      Z mojego słownika dawno wypadły już pojęcia na literę „w”, jak np. wakacje, wolne. Bywa i tak, że i weekend gdzieś się zapodział. No chyba, że napiszemy go przez „ł”. W tym roku jakoś specjalnie wielkiej różnicy nie było z wyjazdami niż w latach poprzednich, ale nie przeszkodziło to nam poznać miejsca, gdzie dzieciaki z rodzicami mile mogą spędzić czas w miejskich okolicznościach przyrody „i ten, tego, niepowtarzalnych”. Pierwsze opisaliśmy w sentymentalnym wpisie z Gliwic. Drugie to wodny plac zabaw przy Jeziorze Paprocańskim w Tychach.

Tłumy                                                                                                                                                                      Na tym obiekcie tego lata byłem 3 razy. To o tyle dziwne, że jako dzieciak, nie bywałem tutaj często. Wynikało to chociażby z racji odległości. Była to dla mnie prawdziwa wyprawa na drugą stronę miasta. Później – owszem – bywało się z bronkiem lub tanim winem w dłoni i z reguły nie były to jednak wypady dzienną porą. Nie znaczy to, że były z nas jakieś nietoperze lub wampióry, choć trunek w plastikowym kubku był czerwony. #jabol

Ostatnimi laty zawituję na Paprocany w czysto rekreacyjnym i trzeźwym celu. Jak się okazało nie tylko ja. Oczywiście nie spodziewałem się, że będę tam sam, ale takich tłumów dawno me zaszklone gały nie widziały. Słoneczna pogoda sprzyja oczywiście frekwencji w miejscach z jakimkolwiek akwenem wodnym wiekszym od wanny. Oprócz placu zabaw z pirackim statkiem i innymi ustrojstwami mającymi wyssać energię z potworów #dzieci, to jakiś czas temu (2011) pojawił się element, który przyciąga tłumy tak, jak Mekka Saracenów.

Wodny plac                                                                                                                                                            To właśnie ten element powoduje zwiększony ruch i hałas. Kiedyś skomentowałem wodny plac autorstwa RS+ na jednym z wiodących portali architektonicznych, że potrzeba nam więcej tego typu przestrzeni publicznych. Dziś uściślę, że dodatkowo potrzeba nam tak dobrze zaprojektowanych przestrzeni. Zastosowane materiały, forma, kolory oraz przede wszystkim fakt, że dorośli mają świadomość bezpiecznego miejsca zabawy ich dzieci stanowią o atrakcyjności tego miejsca.

Co istotne, to odbiór mieszkańców i przyjezdnych. Frekwencja zapewne zaskoczyła wszystkich zaangażowanych w to przedsięwzięcie. A podczas zabawy z moimi „najlepszymi realizacjami” #dzieci natknąłem się na ekipę z Katowic. Ludzie ci żałowali, że nie ma podobnych urządzeń na Trzech Stawach. Jak widać istnieje zapotrzebowanie na dobrze zaprojektowane, przemyślane i ogólnodostępne przestrzenie publiczne. Samorządowcom pozostaje jedynie słuchać, patrzeć i realizować.

„And there’s one more thing”                                                                                                                       Jeśli spotkacie autora, to zapytajcie go dlaczego z uporem godnym maniaka twierdzi, że wszystko na tym placu oparte jest na kole.                                                                                                           Polecam odwiedziny tego miejsca lub jedno z miejsc w sieci gdzie opisano ów plac ze świetnymi zdjęciami p. Tomasza Zakrzewskiego. O np. tu.

P.L.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: