Nieszczęścia chodzą parami

Miałem niedawno do czynienia z różnej maści ludźmi, którzy „z zawodu są dyrektorami”. To wielce pouczające doświadczenie spotkać ludzi, którzy w pogardzie mają projektantów i projekt. Sądziłem, że takie egzemplarze wymarły wraz z dinozaurami lub nie załapały się na pokład arki Noego, a tu ci takie dwa kwiatuszki mnie się napatoczyły. I to w jednej firmie. #wow #fail

Siwy
Dżizas, to dopiero asior. Duma gościa rozpierała, bo na stare lata dochrapał się stanowiska dyra, a poprzednio był kierownikiem produkcji w fabryce produkującej mebelki. Sam twierdził, że na budowlance się nie zna, ale jako typowy przedstawiciel nacji z kraju nadwiślańskiego wypowiadał się na każdy temat w sposób „najmądrszy”. Wszelkie ustalenia projektowe i proceduralne traktował jako zbędne produkowanie papierów. Dlaczego taki był? Otóż dlatego, że: za nic nie odpowiadał. Siwy chwalił się jak to postawił dwie lub trzy hale i przegwałcił projekt i projektanta, a projektanci którzy razem z nim „współpracowali” zrobili wszystko tak jak chciał. Siwy był naprawdę luzakiem w tych sprawach. Cóż, nie znam tych projektantów, którzy zostali tak potraktowani, jednak nie zazdroszczę im tej „współpracy”, która jeśli się odbywała mniemam, że odbywała się na kolanach. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można orzec, że Siwy podejmował decyzje, o których projektanci mogli nie wiedzieć, ale na koniec danej realizacji, kiedy wszystko poszło OK Siwy mógł być zadowolony z siebie jako budowlany partyzant. Zresztą wiek – przynajmniej tak na oko – to nawet by pasował.

Łysy
„Chylił czoło przed dyrektorem” Siwym, za jego dokonania przy wspomnianych wyżej halach. Ten też miał i ma za uszami. Gość bez wykształcenia budowlanego (jego minus) lecz ze sporym doświadczeniem (jego plus). Powalało mnie podejście w przypadkach kiedy należało stwierdzić, który element jest nośny, który osłonowy, itd. Koleś na bazowych rzeczach, wysypywał się, ALE doskonale to maskował. W tym jest moim mistrzem. Ukryć swoją niekompetencję za zgrabne konstrukcje retoryczne ubarwione kwiecistym, swoistym quasitechnicznym językiem mającym uwiarygodnić jego osobę i wzbudzić zainteresowanie słuchaczy oraz zdobyć zaufanie, to prawdziwa sztuka. Sztuka znana m.in. tym osobom, które weszły w świat polityki, specom od PR-u i innych tego typu zawiłości. Jednak jak przychodziło co do czego to koleś miał taki dupochron, że mucha nie siada. Dlaczego? Otóż dlatego, że przez pseudo-konkret (doskonałe bajki), który wcześniej wszył słuchaczom oraz dzięki ignorancji jego słuchaczy. Koleś niczego nie podpisywał i przez to czuł się bezkarny. Kolejny budowlany partyzant.

Lecz w pewnym momencie Siwy rozpaczliwie potrzebował papieru, który zapewniłby mu dupochron i sądził, że jego druh Łysy mu go da. A tu figa. Łysego akurat ta sprawa nie dotyczyła i pięknie się wypiął.

Powstaje pytanie: #wtf? O czym ten P.L. pisze? O tym moi drodzy, że część z Was jest świeżo po zdanych egzaminach. Spotkaliście zapewne na swojej drodze podobne kanalie i jeszcze na pewno spotkacie nie raz.

Ważne, żeby nie zapomnieć o wysiłku, który włożyliście w zdobycie upragnionych uprawnień. Ważne też, aby zawsze pamiętać o odpowiedzialności jaka na Was spoczywa. I abyście pamiętali w krytycznych momentach o jedynym orężu jakie wam pozostanie – o prawie budowlanym.

Przywołane przeze mnie dwa egzemplarze dyrektorskie (ale nie tylko) będą potrzebować Was i waszych numerków, pieczątki i podpisu, bo sami nic nie mają i w budowlanym bagienku nic nie znaczą.

Dlatego zanim coś podbijesz i podpiszesz idź na spacer do lasu, do parku lub innego zakamarku, nakarm łabędzie bułką i zastanów się, czy kasa, którą dostaniesz za Twój podpis i pieczątkę jest współmierna do odpowiedzialności, którą ponosisz.

Powodzenia nowi! 😀

P.L.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: