Anegdoty z roboty :D (cz. 1)

Nie prowadzimy bloga bajkowego, ale parafrazując klasyka z YT: „Mówimy jak jest.”. A jest różnie: czasem straszno, czasem normalno, a czasem smieszno i niewiarygodnie. Choć, znów za słowami klasyka, niejakiego Fiodora Dostojewskiego trzeba powtórzyć, że: „Nie ma rzeczy bardziej niewiarygodnej od rzeczywistości”.

Zabawy z „bronią”
Trzy lata temu, w czerwcu miałem do ogarnięcia jedno miejsce, gdzie wykorzystywane miały być zabawki dla dużych chłopców, czyli coś co przypomina broń. Nie były to nawet repliki prawdziwej broni. Ot kawał żelastwa z cynglem, napakowanego kilogramami elektroniki w środku i dziurą symbolizującą lufę. Duzi chłopcy mieli brać w dłonie to żelastwo i biegać wśród dekoracji mającej symulować miejską dżunglę i mieli bawić się w wojnę. Cały ten bajzel należało uzgodnić w Sanepidzie lub u rzeczoznawcy ds. higieniczno-sanitarnych, bo chłopaki musieli gdzieś uzupełnić płyny i kalorie, więc przewidziano miejsce, gdzie można będzie obalić napój nie-wyskokowy (niestety) i zapchać trzewia jakimś batonem. Udaliśmy się do jednej Pani, która zajmowała się uzgadnianiem tego typu działalności i wszystko szło dobrze do chwili, kiedy zapytała o bieganie z tym żelastwem.

Nagle stanęliśmy w obliczu legalizacji zabawek w MSWiA, ponieważ Pani rzeczoznawca ds. higieniczno-sanitarnych uznała, że jest to broń.

Cóż nikt nie zamyka kasyn pomimo tego, że kartami do gry można zranić człowieka, więc #wtf . Kobieta nie chciała odpuścić i powiedziała, że nie uzgodni nam projektu gdyż konieczne jest uzyskanie pozwolenia na broń (!). Uparty egzemplarz to był. Stanęło na tym, że projekt trzeba było przepuścić przez Sanepid tracąc trochę czasu. Na odbiorze nikt nie zapytał o pozwolenie na broń. 😀

P.L.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: