Anegdoty z roboty :D (cz. 3)

TrójkatyNa początku naszej – dość późnej, samodzielnej – „kariery”,  nasze wspólne kumpelstwo robiło jakieś wnętrzarskie chałtury próbując a) związać koniec z końcem,  b) przemycić trochę dobrych rozwiązań w tzw. dizajnie wnętrz. Cóż, każdy ma prawo do próby zawrócenia Wisły kijem. #freecountry Byliśmy wtedy na podobnym etapie rozwoju projektowego, toteż przyglądałem się temu procesowi toczenia swojego kamienia #syzyf i obserwacje wtedy poczynione pozostały w mojej pamięci do dziś.

Zdzichu i Wiola* zaczynali swoje wspólne działania na rożnym polu (o_O) jakieś 10 lat temu.            W tamtym czasie widywałem się z nimi dość często się z racji konkursu w jakim wspólnie startowaliśmy.  Spotkania odbywały się w Katosach w kultowej, lecz nie istniejącej już restauracji Telimena przy placu Karola Miarki, na którym stoi pomnik Stanisława Moniuszki. 😛 Właśnie wtedy, w tej lokalizacji, wystrzeliłem z hasłem osi kultury w Katowicach, ale to temat na odrębny wpis. W oczekiwaniu na czwartego członka zespołu konkursowego zawsze można było podzielić się wydarzeniami z ubiegłego tygodnia. Jedna z tych opowieści dotyczyła drobnej robótki wnętrzarskiej w lokalu przeznaczonym do konsumpcji napojów wyskokowych, czyli w barze.

Jak powszechnie wiadomo tego typu zlecenia oferują  młodym, ambitnym, dobrze wykształconym z wielkich miast taką trampolinę, że tylko patrzeć jak urodzi się kolejny stararchitekt. Drugą taką możliwość oferują „mega inwestycje” w rodzaju np. garażu jednostanowiskowego, traktowanego przez niektórych konstruktorów jako poważne wyzwanie. #trustory 😀

Ale nic to – zlecenie jak koń: w zęby się nie patrzy. Zakres roboty sprowadzał się w dużej mierze do przerobienia baru i jakiegoś odświeżenia ścian. „Jakiegoś” oznacza istniejącą i wyraźnie ciążącą presję finansową na Inwestorze, czyli mówiąc wprost: Inwestor nie świecił kasą. Po wywiadzie i zorientowaniu się w szczegółach zlecenia, zasiedli wspólnie nad kartkami i uzewnętrzniali swoje minimalistyczne fascynacje w liniach prostych baru i innych elementach wyposażenia.

Nadszedł upragniony przez wszystkich dzień. Dzień prezentacji owoców pracy naszych (jeszcze) młodych bohaterów. Dzień, w którym młody, nieopierzony i niepokorny architekt może rzec plebsowi: patrzcie i podziwiajcie. Dzień,w którym architekt żyje w półśnie i nie dlatego, że jest upojony swoją wizją, ale dlatego, że chodzi niewyspany i jedyne czego pragnie to wiadra kawy.

W barze za jednym stołem zasiedli: Pani Inwestor, Wiola i Zdzichu. Tuż obok, przy sąsiednim stoliku, siedział jeszcze jeden gość wyglądający na stałego bywalca tego przybytku. Gość zdradzał oznaki lekkiego „zmęczenia”. Młodzi, zdolni, wykształceni i z dużego miasta architekci przystąpili do prezentacji Pani Inwestor swoich propozycji. Po prezentacji Pani Inwestor była pod wrażeniem, ale miała wątpliwości do proponowanych minimalistycznych i powściągliwych w wyrazie rozwiązań. Pani Inwestor poczuła się jak uczestnik programu ‚Milionerzy’, czyli potrzebowała wsparcia w postaci telefonu do przyjaciela. Wtedy takiej możliwości nie było, ALE przecież na podorędziu był gość, stały bywalec i jak się okazało autorytet w sprawach wszelkich – Pan Józef. Wywiązał się taki oto dialog:

– Panie Józku, co Pan o tym sądzi?

– Pani kierowniczko, ja na tej ścianie dałbym dwa trójkątne lustra.

Przy takich argumentach każda gwiazda blednie.#miszcz 😀

*) imiona zostaly zmienione

P.L.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: