Budma 2014 cz. 3 – Dura lex

prawo

Podobnie jak w roku ubiegłym debacie udałem się na prelekcję związaną z nadchodzącymi zmianami w prawie. Wychodzę z założenia, że „język wroga trzeba znać” i warto poświęcić tych parę chwil w gronie profesjonalistów, kiedy można się wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć, kiedy można kulturalnie podyskutować oraz kulturalnie spuścić zasłonę milczenia z facepalmem nad różnymi działaniami w Centrali. Dzieje się tak w chwilach, gdy Centrala zabiera się do nas jak pies do jeża – chce ugryźć, tarmosi, aż w końcu powoli zmierza do upragnionego celu: naszych czterech liter. Naszych, czyli architektów i inżynierów budownictwa.

Z uwagi na obszerność tematu poruszę tylko zagadnienia, które wydają się ważne patrząc nawet dzisiejszej (prawie półrocznej) perspektywy.

Straszak deregulacji.
Podczas Budmy 2014 wszelkie tego typu zakusy Centrali były formułowane w czasie przyszłym i w trybie przypuszczającym. Dziś zmiany, o którym mowa weszły w życie i stały się faktem. Jakie to będzie miało konsekwencje dla nas (architektów) trudno określić. Nie spodziewam się niczego pozytywnego, za to jednego możemy być pewni: będzie ciekawie, a dzięki temu można liczyć na więcej opowieści w cyklu „Anegdoty z roboty”.

Hity wyborcze
Na prelekcji dotyczącej tej i wielu innych zmian sporo miejsca poświęcono hitowi wyborczemu, czyli poszerzenie puli obiektów objętych trybem zgłoszenia. Zawarto tam m.in. drobne inwestycje, które nie będą wymagały pozwolenia na budowę, a które powodują u niektórych osób orgazm bez stosunku, czyli montaż pomp ciepła, urządzeń fotowoltaicznych o zainstalowanej mocy elektrycznej do 40 kW oraz wolno stojących kolektorów słonecznych (PrBud Art. 29, ust. 2, pkt. 16)

Słysząc o tym projekcie na wiele miesięcy przed czułem pismo nosem co się święci i że prawdopodobnie jest to kolejny sposób na mało subtelne… wydymanie Inwestora. Tak, tak, moi drodzy. Projektanci sobie poradzą. Jedni np. nie będą przyjmować zleceń jeśli Inwestor będzie obstawał z uporem maniaka przy tym, aby inwestycję jego życia (zwykle jest to dom jednorodzinny) przeprowadzić przez procedurę zgłoszenia robót budowlanych, a nie w trybie pozwolenia na budowę. Inni podejmą to ryzyko i być może im się powiedzie, czego szczerze życzę. A gdzie leży przynajmniej jedno z ryzyk?

W trybie zgłoszenia robót brak jest miejsca na postanowienie o uzupełnieniu dokumentacji, więc z tej racji nie mamy powrotu i możliwości jej ewentualnego uzupełnienia. W dodatku nie uzyskamy informacji czego nam brakowało i dlaczego wniosek jest odrzucony. Sory, misie. #takimamyklimat

To na głowy architektów spadnie obowiązek tłumaczenia tych hitów i dlaczego w pewnych warunkach tryb zgłoszenia robót budowlanych może okazać się pułapką, a nie pomocą jak zakładali pomysłodawcy. Dobrze, że oprócz samych architektów są takie instytucje jak Fundacja Wszechnicy Budowlanej, które potrafią prostymi słowami przekazać przeciętnemu Kowalskiemu, który myśli o swoich czterech ścianach co oznaczają obietnice wyborcze.

Architekci - zbrojne ramię

Z doniesień medialnych wynikało, że pobudką prowadzącą do tych zmian była chęć skrócenia czasu oczekiwania na pozwolenie na budowę i poprawienie pozycji „kraju nad Wisłą” w rankingu Banku Światowego.

Nawet mógłbym ten argument przyjąć, choć z oporami, ale dlaczego nikt nie mówi o kryteriach jakimi kieruje się Bank Światowy tworząc taki raport, w którym jesteśmy niżej niż reprezentacja Polski w rankingu FIFA. Więcej na ten temat tutaj. Czy jest tam mowa o np. domkach i mieszkaniówkach? Nie. #icymi Ranking sporządzany jest dla konkretnego obiektu, który powinien być reprezentantem mającym ukazywać pewną średnią dającą pewien uproszczony obraz w ramach statystycznych. A statystyka to sami wiecie co to. Uproszczenie w ramach zgłoszenia robót moim zdaniem jest iluzoryczne i ma na celu stworzenie zamieszania. W nadchodzących miesiącach przekonamy się ile to ułatwienie będzie nas kosztować czasu, nerwów i… pieniędzy. Obawiam się, że może spełnić się prawidło, że jeśli jakakolwiek władza tłumaczy coś usprawnieniem, bezpieczeństwem lub przyspieszeniem to trzymaj się za kieszeń.

20 do 80
Interesującym zagadnieniem poruszonym publicznie, które w ostatnim półroczu dwukrotnie zahaczyło o moje uszy wspomniane publicznie to zagadnienie ilości oddawanych wniosków o pozwolenie na budowę. Proporcje w oddawaniu wniosków przez architektów i nie-architektów jest… mało budujący dla tych pierwszych (20% do 80%). Nasunęło to pewne wnioski odnośnie roli jaką przypisuje się nam. Podzielimy się nimi – mam nadzieję – w najbliższym czasie, choć w naszym przypadku pojęcie „najbliższy czas” jest z gumy. 😛

Budma 2014 – podsumowanie
Tak jak wspomniano w części pierwszej relacji z Targów Budownictwa i Architektury nie miałem sprecyzowanych oczekiwań. Nie mogę też stwierdzić, że był to czas zmarnowany. Po raz kolejny przekonałem się, że mój każdy dzień na Budmie powinien trwać dużo dłużej, bo nie możliwym jest ogarnięcie tego wszystkiego co mnie interesuje. Stąd brutalne, ale konieczne cięcia czasowe podczas zwiedzania stoisk. Zwiedzanie to za wiele powiedziane. Polegało to na wcześniejszym zapoznaniu się z wystawcami, mapą i przelocie pomiędzy jednym punktem a następnym z prędkością „Pershinga na wysokości lamperii”.

Mnogość zagadnień poruszanych na prelekcjach i prezentacjach powala moje wiekowe zwoje w mózgownicy toteż grzały się one jak papa na dachu w pełnym słońcu. Na jednej z prelekcji usłyszeliśmy, że resort, który powinien być widoczny najbardziej (Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej) zdaniem bywalców imprezy w roku Pańskim 2104 był kiepsko reprezentowany. #mzf Czy to dziwi? Raczej nie, ponieważ rządzący interesują się sprawami przestrzeni tylko w przypadku, gdy widzą w tym swój partykularny interes lub jeśli można skroić obywatela kolejnymi parapodatkami. Obywatela nie byle jakiego, ale człowieka przedsiębiorczego.

Bo nie ważne co chce zbudować Inwestor (domek lub halę na parę ładnych tysięcy m²), to jedno można powiedzieć o nim z pewnością: jest to człowiek przedsiębiorczy. To gość, który nie będzie stał z boku i czekał, aż ktoś za niego coś zrobi, bo wie, że przy swojej biernej postawie się nie doczeka ani swojego domu, ani swojego miejsca pracy lub wypoczynku.

Nieszczęście i dramat takiego obywatela polega na tym, że pomimo specjalistów, którzy szczerze chcą mu dopomóc w realizacji jego wizji-przedsięwzięcia, może się on rozbić o pochopnie (żeby nie powiedzieć: debilnie) uchwalane prawo.

Architektura w nazwie targów  n i e   p o r y w a   m n i e, mówiąc bardzo subtelnie. Jak zauważyłem niektórym strasznie to połechtało ego. Wpakowanie naszej działki w nazwę tych targów jakoś dziwnie i nienaturalnie mnie odpycha, bo nie przystaje do realiów dnia codziennego w tej branży. Wyczuwam tu zabieg, który ma przyciągnąć dodatkowych zwiedzających i wystawców. Nie przeszkadza mi to i „nie mam z tym problemu”. Pomimo popularności Budma nie jest przede wszystkim przeznaczona dla klienta końcowego. To głównie spotkanie ludzi z branży. My architekci jesteśmy gdzieś pomiędzy dostawcami a Inwestorami. Być może wtrącenie architektury w nazwę targów to jedyny szacunek na jaki zasługujemy, choć wolałbym, żeby tak nie było.

Za rok znów zawitam do Poznania, a Wy możecie spodziewać się relacji. #wiadomix

P.L.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: