Zabezpieczenie przed korozją biologiczną

korozja Pytanie o korozję biologiczną dość często pojawiało się w zestawach pytań egzaminacyjnych na uprawnienia. Pytanie brzmi niewinnie i często jest olewane przez kandydatów na zasadzie: „A coś wody poleję i będzie OK.” lub „Przecież to banał.”. A z tym zagadnieniem stykamy się na co dzień w praktyce projektowej budynków istniejących i projektowanych, choć wydaje mi się, że mało świadomie.

UWAGA: #TLDR

Mieliśmy długie i… prze ciekawe historie z różnymi komisjami egzaminacyjnymi, a tytułowy temat wpisu pojawiał się gdzieś w tle. Przyszedł czas, żeby rzetelnie do niego podejść. Korozję w przypadku stali każdy łapie w mig, bo w końcu jeździmy zdezelowanymi gratami przywiezionymi zza zachodniej granicy i u nas te graty korodują i dogorywają gdzieś na szrocie. Cóż – Polska Meksykiem Europy. Zacznijmy od definicji. Poniższa wydaje się ujmować problem w sposób prosty i klarowny. Zatem:

„Korozja biologiczna (biokorozja) to wieloetapowy i złożony proces niszczenia materiałów stosowanych w budownictwie przez żywe organizmy, głównie grzyby, bakterie i owady.” [1]

Warto ją rozpatrywać co najmniej w kilku aspektach.

Po pierwsze: wiek budynku. Jeśli obiekt jest dopiero na papierze (serwetce lub kalce) to powinniśmy korzystać z tego co wskazuje nam ustawodawstwo. I tak jeśli chodzi o korozję biologiczną to spotkamy się z tym pojęciem w Warunkach Technicznych. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanieDziale VIII pt. Higiena i zdrowie w Rozdziale 4 o wiele mówiącym tytule Ochrona przed zawilgoceniem i korozją biologiczną. Sprowadza się to jednak do spełnienia pewnych ogólnych wymagań, które musi uwzględnić projektant i wykonawca.

Ten etap pomimo powszechnej pogardy dla projektantów i ich pracy jest bardzo ważny. Po prostu lepiej zapobiegać tym niebezpiecznym zjawiskom, bo późniejsze „leczenie” budynku jest kosztowne i bardzo niebezpieczne dla zdrowia użytkowników budynku.

W przypadku budynku istniejącego i np. zabytkowego, w pierwszej kolejności ważne są oględziny tych elementów, które były narażone przez wiele lat na niekorzystne działanie wilgoci, bo to ją obwinia się o największe szkody, której skutkiem jest korozja biologiczna. Bezpieczne jest założenie na wstępie, że skutki zawilgocenia są i trzeba je znaleźć. Konieczne może okazać się np. wykonanie ekspertyzy mykologicznej. #zwalczanie Dawno, dawno temu nie było przecież bezpiecznych solnych środków do impregnacji więźby dachowej i jak sięgniemy do starych projektów bądź do innych źródeł znajdziemy inne sposoby zabezpieczenia konstrukcji drewnianych. Wśród starych preparatów solnych znajdowały się m.in. produkty na bazie arszeniku, co do bezpiecznych nie należało. Dziś w przypadku istniejącego budynku będziemy mieć do czynienia z zabezpieczaniem, ale i zwalczaniem elementów związanych z impregnacją drewna. Wg podziału ITB środki zabezpieczające należą do grupy A, a środki zwalczające do grupy B. W zapobieganiu chodzi o stworzenie nieprzyjaznego i toksycznego środowiska dla nieproszonych gości, ale za to bezpiecznego dla użytkowników z gatunku homo sapiens.

Po drugie: zabezpieczenie przed wodą i zawilgoceniem. Przede wszystkim powinniśmy rozróżnić działanie wody lub wilgoci w zależności od wielkości obciążenia jakie wywierają na elementy budynku i dobrać odpowiednie środki przeciw ich niekorzystnemu działaniu wg poniższej tabeli. [3] Jeszcze niżej umieszczono zapisy w prawie i wytyczne dotyczące tematu zabezpieczenia przed korozją biologiczną.

Tabela


Dom

Elementy drewniane chronimy poprzez impregnację (malowanie, spryskiwanie lub kąpiele elementów). Przegrody zewnętrzne w konstrukcji szkieletowej muszą posiadać paroizolację. To folia PE, którą należy koniecznie sklejać na łączeniach taśmą, aby zapewnić (przynajmniej teoretyczną) szczelność. Paroizolację stosujemy w szczególności w obiektach z konstrukcją szkieletową drewnianą lub stalową, ale przy budowaniu w tzw. tradycji (cokolwiek to znaczy 😉 ) spotkać ją można w warstwach dachowych. Chyba, że projektant o niej zapomni, a wykonawca wykona „zgodnie z dokumentacją”. Stosowanie impregnatów dziś to sprawa normalna, ale nie zawadzi jak będziemy mieli z tyłu głowy, żeby nadmienić o tym w opisie. Kilka słów o impregnacji pozwoli projektantowi spokojniej spać – o ile projektant w ogóle sypia w nocy. o_O

W przypadku budynków nowych i istniejących nie możemy dopuścić do przenikania pary wytworzonej w tzw. pomieszczeniach mokrych (łazienka, kuchnia, sauna, itd.) w przegrodę oraz trzeba się bronić rączkami i nóżkami przed wykropleniem się pary w spodziewanych chłodniejszych miejscach niż reszta powierzchni przegród zewnętrznych – np. wokół okien. Należy zwrócić baczną uwagę na okna i wszystko co się wokół nich dzieje, bo chociażby w budynkach nowych lub poddanych termomodernizacji niedopilnowanie montażu wszystkich elementów składowych tzw. ciepłego montażu skutkować może przyokiennym grzybobraniem. Niestety niektórzy dystrybutorzy dają ciepły montaż w tzw. gratisie podczas gdy w pierwszej połowie XXI w. powinien to być standard, a nie łaska.

Na własne zaszklone gały widziałem jak jedna firma (ze wsi braci Golec) produkująca obiekty w większości zawierające (C6H10O5)n chełpiła się, w przygotowanym przez siebie i prezentowanym np. na targach, modelem wystawowym z oknem z tzw. ciepłym montażem, stwierdzając, że pokazują jego prawidłowe wykonanie. Jednak moje zaszklone gały nie dojrzały takiego małego szczegółu jak taśma paroizolacyjna. #seemslegit o_O Model ten widziano w użyciu jeszcze nie tak dawno i ma się całkiem dobrze.

Po trzecie: detale. Tego punktu podobnie jak poprzednich do końca nie wyczerpiemy w i tak długim wpisie. Zwracam uwagę na tylko kilka najważniejszych detali, które zaważą na omawianym zabezpieczeniu przed korozją biologiczną. Po prostu diabeł tkwi w szczegółach tj. detalach raczej. 😀 Opracowując swój własny autorski detal trzeba o tej zasadzie pamiętać zawsze. Rozwiązania systemowe dedykowane przez różnych producentów materiałów budowlanych nie wyczerpują wszystkich przypadków jakie mogą pojawić się w projekcie i na budowie. I znów muszę wspomnieć co widziałem na własne zaszklone gały. W jednym dużym obiekcie w „najbardziej śląskim, że śląskich miast”, w którym maczałem swoje kaprawe łapska,

Generalny Projektant mimo swojej dobrej woli nie był w stanie zapobiec zawilgoceniu obiektu, ponieważ zaprojektował kompletnie zbędny detal architektoniczny. Był to łamacz światła… od północnej strony. #fail

W ogólnym wyrazie bryły był to środek wyrazu, który dopełniał całości, ale moim zdaniem niepotrzebny i kosztowny. U nasad tego łamacza (żelbetowego :O) co prawda przewidziano obróbkę blacharską, ale była ona za niska. Na moje zaszklone oko miała ok. 20cm wysokości i nie byłą w stanie zapobiec pojawieniu się mchu w przeciągu ok. sześciu miesięcy (!). Jak się przed takimi kwiatuszkami zabezpieczyć? Primum non nocere, czyli nie projektować wątpliwych funkcjonalnie detali mogących utrudniać eksploatację obiektu. Taki niby niewinny mech wytwarza agresywne substancje (kwasy humusowe), które powoli, acz systematycznie, trawią materiały budowlane.

Również warto pochylić się nad bryłą dachu. Chociaż przy dachu to można głowę zadrzeć ku górze raczej. Jeśli zastosujemy lukarnę np. od zachodniej strony i ma ona spadek dachu w kierunku zachodnim, to na bank mamy siedlisko mchu, czyli stałego zawilgocenia. Jak już jesteśmy przy dachu to warto stosować pełny system jaki daje producent dachówek. Dachówki odpowietrzające/wywiewne pozwalają na odprowadzenie tej niewielkiej ilości wilgoci, która przeniknie przez paroizolację, izolację termiczną i folię paroprzepuszczalną. Ta ostatnia ma nie dopuścić do zatrzymania wilgoci wewnątrz warstwy termoizolacyjnej, ponieważ powoduje jej degradację oraz powoduje znaczne obniżenie właściwości termoizolacyjnych, na których najbardziej nam zależy.

Ważne jest też stosowanie materiałów odpornych na wilgoć w tzw. pomieszczeniach mokrych np. płyt gipsowo-kartonowych zielonych (GKBI), a nie zwyczajnych białych (GKB).

Po czwarte: robactwo, inaczej insekty. Tu sprawa jest o tyle oczywista, że większość kojarzy szkodliwą działalność wielonogich potworów, które potrafią wszamać w różnym czasie konstrukcję i wszystko co zawiera w sobie celulozę.U nas będą to m.in. takie kreatury jak spuszczel pospolity (2 razy w życiu spotkałem larwy tego żarłoka), kołatek domowy (na jednej budowie Inwestor bał się go jak ognia), krokwiowiec piłkorożny. W tym przypadku wracamy do sprawy wytworzenia toksycznego środowiska, ale i tak nic nie zastąpi czujnych oczu, które wyłowią ich szkodniczą i dywersyjną działalność w niepozornej dziurce w desce lub słupie. W innych klimatach, z jakimi miałem do czynienia, to termity są nieproszonymi gośćmi, którzy chętnie stołowaliby się u nas, zjadając nawet ów stół. Tu sprawa jest o tyle prosta, że wystarczy kawałek blachy w formie okapu biegnącego po obwodzie i ulokowanego pomiędzy fundamentem (fuuuj, bez celulozy) a ścianą z elementami drewnianymi (omnomnomnoom), która odetnie przebrzydłym robakom ich wspinaczkę po ścianie, czyli do ich jadłodajni.

Po piąte: czas. Zawilgocenie można sobie również zaprosić do środka przegrody zanim zaczniemy użytkować obiekt. To przypadek świeżej i zawilgoconej tarcicy używanej do budowy obiektów w konstrukcji szkieletowej. ale nie tylko, bo dotyczy to również drewnianych elementów więźby dachowej. Oczywiście tarcica powinna mieć swoją wilgotność, ale jej wilgotność nie powinna przekraczać 18%. Czasem zawilgocenie jest ciut większe wystarczy, że np. rozłożona tarcica wysuszy się do żądanego poziomu na słońcu. Nie chcemy przecież zawilgoconego elementu konstrukcji wpakować w dwie warstwy folii. Budując w tzw. tradycji należy przestrzegać harmonogramu robót, który uwzględnia odparowanie wody technologicznej np. tej która jest w malcie (czytaj: zaprawie cementowej). Zbyt wczesny montaż izolacji termicznej może skutkować zatrzymaniem wody wewnątrz przegrody. #fail

I to by było na tyle. Temat jest dość obszerny i spodziewam się, że możemy do niego jeszcze wrócić w krótszych wpisach. Mam nadzieję, że nie namieszaliśmy w mózgownicach w temacie niepożądanej flory i fauny w obiektach.

And there’s one more thing. Nic nie pomoże, żadne paroizolacje, super materiały i takie tam, jeśli w pomieszczeniach będzie kiepska lub nieefektywna wentylacja albo jej brak. #fail Tak, tak… takie kwiatki się też zdarzają, ale to już całkiem inna historia.

R.B. / P.L.

.

P.S. Miało być krótko i znów nie wyszło. #fail

P.P.S. Termin przydatności do komentowania tego i innych wpisów to tylko 30 dni. Jeśli masz coś do dodania to pisz, bo to wiedza, która powinna być jak najbardziej powszechna. Nikt przecież nie chce drugiemu narobić kłopotu.

Bibliografia / Linki

[1] Elżbieta Wołejko, Marzena Matejczyk, Problem korozji biologicznej w budownictwie, Budownictwo i Inżynieria Środowiska 2(2011), Oficyna Wydawnicza Politechniki Białostockiej

[2] Praca zbiorowa, Poradnik majstra budowlanego, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 1996

[3] Praca zbiorowa, Poradnik sanitarny 2007, BIMs PLUS Sp. z o. o. Sp. Komandytowa, Poznań (?) 2007

UWAGA!
Linki do aktów prawnych i ich cytaty odnoszą się do bieżących brzmień tych aktów w momencie pisania wpisu.
Dlatego sprawdź koniecznie za każdym razem, czy dany akt jest obowiązujący. #SoryTakiMamyKlimat

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: