Głupi napój

glupi napójWiernym towarzyszem niezapomnianych, nieprzespanych i prze…kichanych nocnych chwil jest „głupi napój”. Napój, który ma spędzać sen z powiek. Napój, który może być jak ś. p. Michael Jackson: czarny lub biały.

„Najgłupszym napojem jest kawa. Palimy kawę, by płyn był czarny, lejemy mleko, by był biały, kładziemy cykorię, żeby kawa była gorzka, a sypiemy cukier, by była słodka, gotujemy ją, żeby była gorąca, a dmucha się, by była zimna”. [1]

Pierwszyzna
Swoją pierwszą prawdziwą kawiuchę wypiłem mając lat 14. Oczywiście była to tradycyjna w owym czasie fusiara. Smak mnie nie powalił, bo i cóż fascynującego w zmielonych ziarnach kawy zalanych wrzątkiem. Standardowy napar odziedziczony w spadku po czerwonych czasach, które każdy dziś się boi nazwać komuną z powodu terroru spadkobierców KPP. Ale zostawmy to, bo nie o to, nie o to…

Kawiuchę regularnie pijałem w technikum, a intensywnej podczas kończenia projektów. #norma Taki intensywny okres jej spożywania zdarzył się w czwartej klasie technikum podczas kończenia projektu mieszkaniówki. W telewizorze wtedy leciał cykl filmów 100 na 100, czyli sto filmów na stulecie kina i podczas kreślenia popijałem (wcale nie)małą czarną. Na blacie kalka techniczna, zestaw rapidografów, kawa w kubku, a w tle włączony telewizor, a w nim szalejący Nicolas Cage w „Dzikości serca” Davida Lyncha.
Czarna kawa po raz pierwszy pokazała swoje czarne oblicze. #spooky Piłem tylko ją i okazało się, że rano nie byłem zmęczony, jednak czułem jakiś taki niepokój i rozdrażnienie. Łapki trochę się trzęsły jakbym załapał delirę po niezłym chlańsku, ale ogólnie było OK. Projekt zaliczony bodaj na 4. Co prawda jakąkolwiek architekturą to dzieło nie grzeszyło i bliżej temu było do żelbetowego pięciokondygnacyjnego kloca, niż do miejsca zamieszkania, ale wtedy najważniejsze było oddanie.

Rutyna
Napar z owoców kawowca stał się dla mnie standardem na studiach. Z racji obszerności tematów wspomożenie musiało być odpowiednie, toteż wzrosło spożycie smolistego naparu.

Na drugim roku mieliśmy zajęcia, którym przewodził magister o siwej czuprynie. Gość był fanem gaci i koszul dżinsowych. Wiecznie w tym chodził, prawie jak Jacek Kuroń. Projekt zakładał, ze student oprócz rysunków ma strzelić jeszcze makietkę. Jako, że pierwszy raz robiłem makietę obiektu przykładałem się do tego bardzo, bardzo. Tradycyjnie przy walce z Morfeuszem należało wspomóc się kawiuchą. Ale tym razem miało to znamiona przegięcia.

Już byłem konkretnie zmęczony, więc żeby nie zasnąć dowaliłem do półlitrowego kubka 10 kopiatych łyżeczek kawy, 3 łyżeczki cukru. Nie smakowało mi to, więc dopakowałem jeszcze 3 łyżeczki kakao. #ohyda

Dałem radę, ale bałem się o owoc mojej pracy, żeby mi przypadkiem nie wypadł z rąk, które już konkretnie się trzęsły. O_O Można by takiej sytuacji zapobiec, gdybym nie tracił tyle czasu na dojazdy kultowym autobusem linii 33. Ale to już temat na osobną i mrożącą krew w żyłach historię. #horror

Naj
Jednoznaczne wskazanie miejsca gdzie piłem najlepszą kawę w swoim dotychczasowym żywocie jest trudne, bo po prostu nie pamiętam. Tych miejsc mógłbym wskazać kilka (akademik, kawiarnie, restauracje, znajomkowie), ale postawienie któregoś na miejscu pierwszym dziś nie wchodzi w grę. Pamiętam za to najgorszy syf na świecie (i w kosmosie też) jaki piłem. Sięgnąłem wtedy kawowego Hadesu. Co gorsza stało się to w kultowym akademiku „Rzepicha”, w którym razem pomieszkiwaliśmy razem z R.B., a podstępnym Brutusem który przyniósł tę truciznę był właśnie R.B. #kolega Na szczęście żołądek mam obity kwasówką, więc strat wewnętrznych nie poniosłem, ale ślad w psychice pozostał na wieki wieków, a moje kubki smakowe do dziś wzdragają się poprzez ślinotok na samo tylko wspomnienie tego ścieku.

Dziś wielu z Was do swojego kieratu, tabletu, laptopa bądź stacjonarnego grata, zasiada z filiżanką, kubkiem lub wiadrem napoju, w którym wszystko widać czarno.  #mamtosamo i co prawda nie jest tak, że #BezKawyUmieram , ale jak mam okazję to chętnie sięgam po coś innego, żeby złamać rutynę. #yerbamate A piszę o tym wszystkim dlatego, bo dziś właśnie obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kawy.

P.L.

Bibliografia
[1] Elżbieta Łabońska, Śląska kucharka doskonała, Wydawnictwo Fundacja dla Ślaskiego Instytutu Naukowego, Katowice 1990.

Reklamy
1 comment

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: