Budma 2016 cz. 2 – Debata architektoniczna

budma-2016-debata-architektonicznaWstępniak fotograficzny zapodany przez R.B. pojawił się już… dawno, więc warto byłoby opisać co działo się na Budmie 2016. Nudno nie było, o nie.

Wśród wystawców pojawiło się kilka firm, których nie było w latach poprzednich. Kilku też brakowało, co zmusiło mnie do kontaktów poza targami. Ale do rzeczy, bo dziś nie o stoiskach, a o debacie architektonicznej.

Tytuł debaty „Ustawodawca-urzędnik-inżynier”, brzmiał bardzo obiecująco zwłaszcza, że hasłowo i ogólnie zasygnalizowane zagadnienia z tytułu dopowiedziano następująco: „Przestrzeń publiczna w Polsce bardziej przyjazna mieszkańcom, dzięki mądrej legislacji, sprawniejszym urzędom, świadomym działaniom inwestorów.” Pierwszy raz odkąd bywamy na Budmie pojawiło się hasło „ustawodawca”, które obiecywało wiele, ponieważ zwykle podczas debat poruszaliśmy się w obszarze, który co prawda mówił o przepisach prawa, ale mówili o tym tylko ci, którzy są zobligowani do stosowania prawa na co dzień. Tak jakby dotychczas zapomniano o tych, którzy to prawo tworzą. Temat jak pewnie się już domyślacie tradycyjnie odpłynął. Przynajmniej z początku.

Rozpoczęcie debaty nastąpiło w chwili przywitania przez panią arch. Izabelę Klimaszewską i jak to miało miejsce do tej pory debata rozpoczęła się z – tradycyjną, można by rzec – obsuwą. Trochę to drażniące z racji tego, że debata to nie jedyna okazja do usłyszenia czegoś interesującego, a kolejne konferencje, spotkania, wykłady nakładają się z imprezami organizowanymi przez architektów.

Tegorocznym moderatorem był pan arch. Borys Czarakcziew i przyjął inną konwencję prowadzenia debaty w klimacie dyskusji rodem z Hyde Parku. Ta forma mogła być – dla niektórych osób – zaskoczeniem. Nie mam nic do tego typu dyskusji, ale pod jednym warunkiem wszyscy debatujący są na podobnym lub zbliżonym poziomie wiedzy, wtedy publiczność ma szansę dowiedzieć się czegoś naprawdę wartościowego, a jeśli czegoś nie wie to zawsze może dopytać. Konwencja Hyde Parku jest bardziej egalitarną formą dyskusji niemniej ogranicza – wbrew pozorom – poszerzenie wiedzy w takim stopniu jak dyskusja w dużo węższym gronie ekspertów lub zaproszonych gości.

Początek dyskusji był dla mnie zaskoczeniem, ponieważ rozpoczęliśmy od próby sklecenia definicji przestrzeni publicznej. Nie jest to złe jeśli ktoś na Budmie jest po raz pierwszy, ale miałem odczucie jakby dyskusje z poprzednich lat zostały przekreślone, a ich wartościowa treść nie miała znaczenia. Ale OK, rozumiem.

„Na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zabrać głos jako pierwszy”.
Tym pierwszym głosem w dyskusji okazał się być (ustawodawca/urzędnik) wiceminister infrastruktury pan Tomasz Żuchowski. Został on wywołany pytaniem o definicję przestrzeni publicznej. Pan wiceminister Żuchowski stwierdził, że to „przestrzeń służąca ludziom i (dlatego – przyp afb) to społeczeństwo powinno ją definiować.” To także „teren przeznaczony dla ogółu i teren zaplanowany fragmentarycznie lub całościowo”. Dopełnieniem była wypowiedź pana Czarakcziewa, że wg UIA (Międzynarodowej Unii Architektów) za przestrzeń publiczną odpowiadają władze lokalne (uchwałodawcy i urzędnicy).

Inna definicja jaka się pojawiła w lawinie „hajdparkowej” to, że jest to „to co między budynkami, ale jest jeszcze święte prawo własności”.

Moderator wzbogacał dyskusję o dane statystyczne dotyczące przestrzeni publicznej, wyniki ankiet, itd. m. in. tego typu informacje, że 90% badanych przez CBOS jest zadowolona ze swojego otoczenia lub że głównym kryterium wyboru miejsca zamieszkania jest cena – to też z badań CBOS-u, a znów z innych badań wynika, że krakowski rynek został wybrany najlepszą przestrzenią turystyczną, gdzie spokojnie można wypić kawę. Odnosząc się do istniejących przestrzeni publicznych pan arch. Adam Popielarski zauważył, że „stare miasta mają takie przestrzenie, ale powinny pojawić się nowe przestrzenie dobrze zorganizowane.”

Z wypowiedzi moderatora dowiedzieliśmy się, że „najlepszym miejscem do mieszkania wg Polaków to Trójmiasto”, a wywołany w ten sposób do tablicy pan arch. Ryszard Gruda dodał, że są to „trzy rożne miasta. Wspólnie tworzą drogowy układ liniowy i piesze układy poprzeczne. Długi Rynek w Gdańsku, ul. Monte Cassino w Sopocie, ul. Świętojańska w Gdyni. Każde z tych miast chce się czymś wyróżnić i szuka genius loci.”

Głos z sali zauważył, że niektóre z przywołanych wcześniej przykładów, to przestrzenie publiczne w „starych średniowiecznych miastach, gdzie szukamy pewnego ‚campo’ czyli miejsca spotkań.” Natomiast pani arch. Małgorzata Włodarczyk określiła przestrzeń publiczną jako „to co zostało zagospodarowane z zielenią i jest uporządkowane. To co zawiera przestrzeń zielną, ale nie ogrodową.” Znów pan arch. Marek Czuryło skrótowo powiedział, że przestrzeń publiczna Poznania to „Stary Rynek, ale i stare osiedla, które po 1989 zostały „dogęszczone” i przez to zniszczone.

Zwracając się do prezesa SARP pana arch. Mariusza Ścisło, pan Czarakcziew zapytał „dlaczego przestrzenie są tak brzydkie?” W odpowiedzi usłyszeliśmy, że „właściciel ma prawo i z niego korzysta, a przestrzeń publiczna jest własnością ogólną.” Zdaniem pana Ścisło „ustawa krajobrazowa była nadzieją na zatrzymanie reklamozy”, jednak Kraków poradził sobie inaczej i „wykorzystał w tym celu ustawę o zabytkach.”

Pan arch. Borys Czarakcziew stwierdził, że

„Prawo to instrument ochrony i uporządkowania przestrzeni.”

Pan Tomasz Żuchowski wskazał kilka interesujących pytań w kontekście prawa lokalnego i jego stanowienia. „Czy chcemy żyć w państwie nakazowym czy w bardzo liberalnym? Na ile mieszkaniec danego terenu (miasta, gminy) chce, aby dachy były czerwone, a ściany żółte? Zbyt restrykcyjne regulacji nie są wolą ludzi.”

Odpowiadając na zadane pytania pan arch. Borys Czarakcziew powiedział o słabym zainteresowaniu mieszkańców swoim otoczeniem i że „partycypacja społeczna trochę to rozwiązuje.” Wciągając w ten wątek pana Adama Popielarskiego moderator zapytał go „czy partycypacja społeczna to koszmar urzędnika?” Na co pan Popielarski odparł, że „czasem pewnie tak, ale w Toruniu mamy przypadek, gdzie mieszkańcy sami zaprojektowali sobie park.” Zwrócił też uwagę na moim zdaniem najważniejszy aspekt w partycypacji społecznej, a mianowicie że „naszą słabością była gra drużynowa, ale to się zmienia.”

Zdaniem pana arch. Ryszarda Grudy „sukces przestrzeni publicznej tkwi w właściwym zaprojektowaniu jej z udziałem partycypacji społecznej i sporo można zapisać w Miejscowym Planie Zagospodarowania przestrzennego. (…) Wtedy jest możliwość wyboru i więcej opracowań urbanistycznych.”

„W tak pięknych okolicznościach przyrody i tego niepowtarzalnej” pojawiło się pytanie „Czy zawód urbanisty to nie jest zawód zaufania publicznego?”

Nawiązał to nie go arch. Piotra Franta mocnym i słusznym stwierdzenie, że:

„Uwolnienie zawodu urbanisty to największa głupota po II WŚ. Nie mamy społeczeństwa obywatelskiego i nie ma zainteresowania nawet swoją nieruchomością. Ustanowienie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego decyduje o wielkich obszarach na wiele lat. Z kim więc rozmawiać, jeśli nie ma urbanistów.”

Po czym moderator zapytał „czy planowanie przestrzenne może uzdrowić przestrzeń publiczną?”, głos odpowiedział, że  „poprzez konkursy tak, ale samo planowanie (jako takie – afb) być może tak. I dalej:

„Nie ma zawodu urbanisty. Nie uczy się dziś ludzi w tym kierunku. Czy jest jakiś poseł na debacie? No nie, więc jesteśmy (niestety tylko – afb) w swoim gronie.”

Moderator skonstatował: „Architektura nikogo nie interesuje do momentu, aż nie ma jakiejś afery.”
Inny głos z sali dodał, że „element finansowy decyduje o wszystkim. Trudno znaleźć wiele koncepcji za małe pieniądze.” A jeszcze inny głos stwierdził, że etyka zawodu nie ma zastosowania i „PUM (powierzchnia użytkowa mieszkań – afb) jest wyznacznikiem przestrzeni publicznej ze szkodą dla mieszkańców.”

Kolejną informacją statystyczną skłaniającą do refleksji była, ta że „za granicą jest 120 000 architektów, a w Polsce jest tylko 11 000. W Niemczech żyją w miarę OK, a w Polsce nie są nawet klasą średnią.” Ale zaraz pojawiła się i taka wypowiedź, że „planistą nie powinien być architekt. Gdzieś po drodze zgubiliśmy plan szczegółowy, który przekładał się wprost na architekturę.”

Pan arch. Wojciech Gwizdak słusznie zauważył, że „polityk jest na końcu myślenia skalą czasu. Urbanista myśli teraz, ale efekty (będą widoczne – afb) dopiero za wiele, wiele lat.”

Inną sytuację przywołał głos z sali, który zauważył że wczorajsza (z 02.02.2016 – afb) „gazeta na Budmę” pisze w artykule, że wkrótce „każdy sobie sam zaprojektuje dom, bo ściągną elementy z chmury.” o_O

W tzw. międzyczasie moderator dyskusji wspomniał, że „na Zachodzie 15% projektantów prowadzi badania, a w Polsce – szkoda gadać.”

Głos z sali wywołał nośny temat ostatnich lat wypowiedzią, która brzmiała tak: „Partycypacja społeczna uważana jest za innowacyjność. Ludzie jeśli nie mają nic do powiedzenia to wychodzą.” Do tej wypowiedzi moderator dodał, że „prof. Jan Gehl uważa, że grunt to smart city bez samochodów. To jest przyszłość. (Dzięki temu myśleniu – afb) Times Square wyłączono (z ruchu samochodowego – afb) na jeden dzień.”

Pan arch. Sławomir Żak zadał pytanie, które powinno wzbudzić refleksję.

„Czy przestrzeń publiczna jest komukolwiek potrzebna?”

Ale dalej było trochę słabiej: „My ją budujemy i zaczyna ona być nieprzydatna. Przestrzeń publiczną łatwo tworzyć w świecie wirtualnym. Przestrzeń publiczna musi być czytelna, jeśli chodzi o informację. Second Life jest w wirtualu i tym ludziom, którzy są graczami tej gry, nie potrzebują (przestrzeni publicznej – afb).”

Na to głos z sali odparł, że „ucieczka w świat wirtualny to ucieczka od problemów. To my musimy zapewnić bezpieczeństwo, a (…) przestrzeń publiczna powinna być z mocy ustawy projektowana wg konkursu.”

Pan prezes SARP arch. Mariusz Ścisło krótko nawiązał do projektowania mówiąc, że „wytyczne do Planu Nowe Tory wykonano w 3D. To droga powinniśmy wspierać. Przestrzeń publiczna to również towar. Tam, gdzie jest ona zróżnicowana i dobrze zaprojektowana, to ma przełożenie na konkretny kapitał.” Jedna z wystaw „w poznańskim oddziale SARP (pokazała, że – afb) jeśli jest niedobór to zaczyna się kryterium jakościowe.”

Pan arch. Andrzej Poniewierka nadmienił, że „powstająca WUWA 2 jest eksperymentem w skali 1:1. Jeśli jest bez ludzi, jest tylko martwą przestrzenią.”

Natomiast pan arch. Jarosław Bomar wyraził swoje zdanie, co do poruszanej kwestii wyłaniania najlepszego projektu przestrzeni publicznej uważając, „że konkursy wpływają na jakość przestrzeni publicznej”, a „SARP powinien być moderatorem debaty o przestrzeni.” Jednak jak sam zauważył „konkursy jednoetapowe nie dają możliwości dobrego wyłonienia dobrego rozwiązania.” Uzupełniając tę wypowiedź pan arch. Borys Czarakcziew wspomniał, że „organizacje nieprofesjonalne np. w Krakowie są aktywnymi uczestnikami w projektowaniu przestrzeni publicznej.”

Odnosząc się do wcześniejszego stwierdzenia, że przestrzeń publiczna może być towarem jeden z głosów z sali zwrócił uwagę na „niebezpieczeństwo fiskalizacji przestrzeni publicznej i stworzenie czegoś co jest elitarne zamiast egalitarne.” W odpowiedzi na ten głos, pan Mariusz Ścisło doprecyzował swoją wcześniejszą wypowiedź: „Pieniądze to tylko element – jeden z wielu – który dopełnia całości. Wtedy taka dzielnica jest komplementarna.”

Kończąc dyskusję pan arch. Borys Czarakcziew słusznie skonstatował, że była to „dyskusja przede wszystkim wśród architektów i że potrzebny jest kanał dyskusji dla dobrej komunikacji z mieszkańcami.”

Moim zdaniem…
Przedstawione wypowiedzi z różnych względów skłaniają do wielu różnych – ale generalnie – raczej niewesołych refleksji. Sami wyciągnijcie wnioski. Można odnieść wrażenie, że w pewnym momencie dyskusja wsiadła na statek „Przestrzeń publiczna” i obrała kurs na ocean chaosu, ale mimo to można wyłowić z tego oceanu kilka zagadnień, nad którymi można i warto się zastanowić. Poświęcić te parę chwil na przemyślenia zamiast kolejnej rozgrywki w fifę lub ceesa 😉 lub zamiast oglądania kolejnego odcinka ulubionej telenoweli.

P.L.

PS. Niestety nie znamy wszystkich w środowisku, ale zabierający głos nie przedstawiali się, dlatego przepraszamy za pomyłki oraz tytułowanie niektórych mówców jako „głos z sali”.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: