A jednak… potrzebni*

A jednak... potrzebniNo… przynajmniej w odpowiedzi na wpis „Potrzebni”, w którym to obiecaliśmy kontynuację historii, jeśli pojawią się nowe informacje, które rzucą nowe światło na opisywaną sytuację we wspomnianym wpisie i – być może – powiedzą coś więcej na temat zasadności trwania zawodu architekta w naszym pięknym, frontowym kraju. Wiemy trochę więcej, więc tą wiedzą podzielimy się z wami.

Zastanawialiśmy się jak to możliwe, że omawiany dyrektor przygotował projekt wykonawczy. Okazało się, że pomimo, iż co najwyżej posiada tytuł magistra i nic poza tym, to całkiem zdolna i zdeterminowana z niego bestia. Otóż swego czasu został nauczony popularnego programu cadowskiego, który służy do projektowania… rzeczy różnych. Raczej słusznie można wątpić, że projekt został narysowany za pomocą legalnej kopii tegoż oprogramowania. Ale my dziś nie o tym.

Jak się okazuje realizacja „projektowanego” przedsięwzięcia trwa, a wykonawca klnie jak szewc – ale cóż – podpisał umowę i nie ma przebacz. Swoją drogą szacun dla dyra, że zrobił to na tyle wiarygodnie, że znane na lokalnym rynku firmy łyknęła ten… projekt(?) jak młody pelikan paprykarz szczeciński i na jego podstawie odbyło się postępowanie przetargowe. Jak wspomniano budowa idzie, ale wszystkie zagadnienia są ustalane na bieżąco, a inspektor nadzoru inwestorskiego klnie równie siarczyście co wykonawca. A trzeba przyznać, że potrafi to robić jak mało kto.

Standardowo nasuwa się wiele pytań. Jak to możliwe, że w ogóle doszło do takiej sytuacji? Na jakiej podstawie przygotowano kosztorys inwestorski? Czy kosztorysant nie widział wątpliwej jakości „projektu”? Na jakiej podstawie będą rozliczane roboty? Ile pojawi się punktów, które zostały źle „zaprojektowane” i teraz trzeba je korygować na bieżąco? W przypadku pytania, kto za tę zabawę zapłaci, odpowiedź jest oczywista, a brzmi ona: Ty – podatniku.

Ale pozostają najważniejsze dla nas pytania, które muszą tu wybrzmieć: Kto przygotuje projekt zamienny do tych działań? I… last but not least:

kto weźmie odpowiedzialność za to… coś? #boom

Już zapewne domyślacie się, po co jesteśmy potrzebni społeczeństwu. Po to, żeby przyjąć odpowiedzialność na siebie za kogoś. Po prostu pewna część społeczeństwa i spora część sektora budowlanego widzi w nas naiwniaków, chociaż tu ciśnie mi się na klawiur zupełnie inne słowo.

P.L.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: